logo

Szczepienia MMR i autyzm

“W 1998 dr Andrew Wakefield opublikował w prestiżowym angielskim piśmie medycznym Lancet pracę naukową wskazującą na powiązania pomiędzy podaniem szczepionki MMR (odra, świnka, różyczka) dwanaściorgu dzieciom a rozwojem u nich autyzmu na tle patologicznych zmian w jelicie grubym (w którym wykrył wirusa odry). Wybuchła sensacja podsycana do niedawna przez media. Panika wśród rodziców trwa do dzisiaj. W Anglii odsetek dzieci zaszczepionych przeciw odrze spadł z 95 do 75 procent. Liczba przypadków odry skoczyła z 56 do 1348. W 2006 roku po raz pierwszy od 14 lat na powikłania związane z odrą umarło dziecko – 13-letni chłopiec. W 2008 na zapalenie płuc po przebytej odrze zmarł 17-latek, który nie mógł być zaszczepiony. Gdyby nie spadek liczby szczepień, ochroniłaby go odporność populacji. Po prostu nikt by go nie zaraził.
Czy musieli umrzeć? Czy ta panika jest uzasadniona?
Badania dr Wakefielda szybko zostały poddane miażdżącej krytyce merytorycznej ze strony jego kolegów po fachu. Podnoszono między innymi małe rozmiary próbki, zaniedbania w laboratorium powodujące wykrywanie wirusa tam, gdzie go nie było oraz dobieranie sobie pacjentów pod kątem założonej tezy. Nikomu spoza kręgu współpracowników Wakefielda nie udało się potwierdzić jego ustaleń, co więcej, 10 z 12 współautorów jego pracy wycofało się z wysnutych z niej wniosków. Badania w innych krajach nie wykazały związku pomiędzy podawaniem szczepionki MMR a liczbą przypadków autyzmu. Rada regulująca działalność lekarzy w Zjednoczonym Królestwie postawiła Wakefieldowi cztery zarzuty nieprofesjonalnego postępowania. Mimo to wielu rodziców wierzy, że służby medyczne są w kieszeni wielkich firm farmaceutycznych, Andrew Wakefield jest ostatnim sprawiedliwym, a krytyka jego badań to skoordynowane prześladowania.
Jednak zanim dr Wakefield przystąpił do swoich badań, wykonał kilka trudnych do obrony ruchów. Na przykład zarejestrował w urzędzie patentowym szczepionkę przeciwko odrze, do której sukcesu wielce przyczyniłoby się skompromitowanie szczepionki MMR. Przyjął też 400 000 funtów od prawników wytaczających w imieniu rodziców autystycznych dzieci sprawy o odszkodowanie producentom szczepionek. To rzuca ponury cień na jego motywacje.
Co najgorsze, okazuje się, że fałszował wyniki badań. Według jego pracy 11 z 12 małych pacjentów miało różne schorzenia okrężnicy. Według danych z biopsji – tych samych, na których jakoby Wakefield oparł swoje badania! – siedmioro z nich nie miało żadnych patologicznych zmian w okrężnicy. W co najmniej pięciu przypadkach dzieci miały już problemy rozwojowe, zanim otrzymały szczepionkę, tymczasem Wakefield pisał w swej pracy, że wcześniej były zdrowe.
Ale zostawmy na chwilę doktora, bo za wytworzenie histerii wokół MMR media ponoszą znacznie większą odpowiedzialność niż Wakefield. Dziennikarze od dawna mieli dostęp do niezależnych badań i doniesień kwestionujących wnioski, metodologię, a od 2004 roku uczciwość głównego winowajcy, jednak przerażające historie lepiej się sprzedają i poza nielicznymi wyjątkami media wolały sprzedawać temat MMR jako “kontrowersyjny”. Do opinii publicznej w Anglii prawda o MMR przebiła się dopiero wtedy, kiedy pojawiające się ogniska odry można było nazwać epidemią i wokół tego rozpętać medialną burzę.
Pytanie, czy szczepionka MMR powoduje autyzm, badania rozstrzygnęły jakiś czas temu. Ostateczna zawodowa kompromitacja Wakefielda nie wnosi do sprawy wiele nowego z punktu widzenia nauki. Jednak dla wszystkich rodziców, którzy przerażeni doniesieniami mediów powstrzymywali się od szczepienia swoich dzieci, to dodatkowy sygnał, by już dłużej nie zwlekać.
Jaką naukę można wysnuć z tej smutnej historii? Dla mnie najważniejsza jest taka, że tam, gdzie wchodzi w grę zdrowie i życie naszych dzieci, trzeba kierować się rozumem. Niezwykle trudno powstrzymać emocje i słuchać głosu rozsądku, kiedy po jednej stronie są zrozpaczone matki, których dzieci po szczepieniu zmieniły się nie do poznania oraz bohaterski doktor samotnie stawiający czoło skorumpowanemu systemowi, a po drugiej – suche “nie stwierdzono statystycznie znaczącej korelacji…”. Ale trzeba, bo tu chodzi o życie!
Stwierdzenie fałszywości historii z autyzmem byłoby bardzo trudne, jednak mocnym wskaźnikiem, że coś tu śmierdzi, był fakt, że w tym samym czasie szczepionki były oskarżane o powodowanie autyzmu w Stanach, tyle że za oceanem zupełnie inny miał być mechanizm działania. Autyzm miał powodować związek rtęci używany w nich jako konserwant. Ta kaczka też została już zestrzelona dwoma kulami: przez badania we Włoszech oraz przez fakt, że w Stanach od 2001 roku nie używa się szczepionek z tiomersalem, a “epidemia” autyzmu trwa w najlepsze. Podobnie zresztą jak epidemia głupoty wśród rozmaitych aktywistów piętnujących “rtęć w szczepionkach” siedem lat po jej wycofaniu.”

Ponieważ zdania są podzielone na temat słuszności badań i tez postawionych przez dr Andrew Wakefielda, poniżej zamieszczam linki do innych źródeł:

1. wprowadzenie MMR a autyzm, zawiera krótka charakterystykę publikacji Wakefilelda z 1998 roku: http://autyzmaszczepienia.wordpress.com/gdzie-ten-dowod/mmr-a-autyzm/

2. strona internetowa Andrew Wakefielda: http://vaccinesafetyfirst.com/Home.html

3. wywiad z Wakefieldem w FoxNews jako odpwiedz na nowe oszczerstwa pod jego adresem: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=wH1obrIZ54k

4. wykład Wakefielda na temat jego dalszych prac naukowych i zaangażowania w rozwikłanie zagadki autyzm/MMR: http://www.vaccinesafetycoalition.com/event-video.html

Osobiście nie mam zdanie wyrobionego na ten temat, ale być może ktoś będzie zainteresowany tematyką:-)

Szczepienia czyli jak zarobić krocie, nie ponosząc odpowiedzialności

W grudnia 2008 roku w Warszawie staraniem p. prof. Majewskiej z INiP pierwsza między-narodowa konferencja dotycząca powikłań poszczepiennych. Jako autor pierwszych prac w Polsce na temat szkodliwości szczepień, publikowanych w biuletynach Izb Lekarskich już w 1996 roku byłem szczególnie zainteresowany bezpośrednią konfrontacją, naukowców z USA, Anglii i Niemiec z naszymi zwolennikami przymusowych szczepień.

Okazało się, że sytuacja jest dużo gorsza aniżeli ta opisywana przeze mnie przed 13 laty. Przeprowadzone w różnych ośrodkach naukowych badania eksperymentalne, kliniczne i statystyczne udowodniły ponad wszelką wątpliwość, nie tylko bezpodstawność stosowania masowych szczepień, ale także pokazały toksyczność tego co nazywa się enigmatycznie dobrodziejstwem ludzkości. Obecnie już tylko wyjątkowo niedokształcony osobnik może mówić o pozytywnej stronie szczepień.

Przykładowo, dodawanie rtęci do szczepionek rozpoczęto w 1930 roku. Do tego czasu nie znano choroby zwanej autyzmem. Po raz pierwszy opisano takie chore dziecko w 1938 roku. Ale gwałtowny wzrost zachorowań na autyzm, zdrowych dzieci w 2-4 roku życia, nastąpił dopiero w latach 90. ubiegłego wieku, po wprowadzeniu tzw. szczepionek potrójnych. O ile w latach 70-tych notowano jedno zachorowanie na autyzm na 10 000 nowo narodzonych dzieci, to po wprowadzeniu tych nowych szczepionek w 1991 roku jedno zachorowanie na 150 zaszczepionych dzieci.

Gdyby stosować zasady farmakopei (czyli biblii dla lekarzy i służby zdrowia) to taka ilość rtęci, zawartej w szczepionce mogłaby być użyta dla dziecka o wadze 135 kg. Wiadomo, że ośrodki szczepionkowe zalecają jednorocznemu dziecku nawet 10 szczepionek. W tej sytuacji takie  dziecko powinno ważyć ponad 1350 kg w pierwszym roku życia. W tej sytuacji toksyczność tylko rtęci zawartej w jednej ampułce, przekracza dopuszczalne normy ponad 100 razy czyli 10 000%. I chyba tak należy liczyć zysk producentów i ich pomagierów w rozprowadzaniu tego środka. Do tego należy doliczyć toksyczność glinu i innych pierwiastków zawartych w szczepionce.

Były bardzo ciekawe osobiste refleksje naukowców z USA, którzy opisywali swoje problemy powstałe w chwili publikacji pierwszych dowodów na toksyczność szczepionek. Wielu z nich pozbawiono pracy i zastosowano swoisty ostracyzm, nie zapraszania na sympozja i konferencje naukowe.
Bardzo ciekawe były prace doświadczalne pokazujące wpływ jonów wapnia już w 3 minucie po podaniu szczepionki szczurom. Jeżeli takie zmiany obserwujemy już w 3 minucie po podaniu iniekcji to co dzieje się z mózgiem małego człowieczka, szczególnie narażonego w okresie wzrostu na wszelkiego rodzaju uszkodzenia?

Obalono także wszelkie mity o rzekomej skuteczności szczepionek w zwalczaniu hipotetycznych epidemii. Jak powszechnie wiadomo symbolem skuteczności szczepień przymusowych jest rzekome zwalczenie, dzięki szczepieniom ospy niestety osobnicy wyrażający takie pogląd posiadają minimalną wiedzę w zakresie historii medycyny i powtarzają jedynie teksty reklamowe producentów szczepionek. Szczepienia przeciwko ospie wprowadzono w 1801 i już po 178 latach WHO uznało, że można zaprzestać szczepień w związku ze zwalczeniem ospy. Tak więc zwalczenie jednej choroby zajęło „rządowej” medycynie aż 7 pokoleń. Każdy kto zna chociaż trochę historię medycyny wie, że inną chorobę wirusową tzw. poty angielskie „natura” zwalczyła w ciągu jednego pokolenia. Pierwsze zachorowania w Gdańsku stwierdzono w 1709 roku, a zakończenie nawrotów epidemii nastąpiło już w 1736 roku, tak skutecznie, ze do dnia dzisiejszego nie potrafimy znaleźć jej śladów. W wymienionym okresie ta bardzo ciężka choroba uśmierciła prawie 60% mieszkańców Gdańska. Zupełnym kuriozum był natomiast poddawania szczepieniom przeciwko ospie dzieci w Polsce jeszcze do 1981 roku, a więc 3 lata po zakończeniu  szczepień przez WHO.

No tak, ale zapasy szczepionek były i trzeba je było rozchodować. Policzmy: 3 lata razy około 500 000 dzieci i razy 50 zł. „Czysty” dochód do prywatnej kieszeni, z państwowej kasy.
Podobnie „upłynniono” zapasy szczepionek w 1997 roku w czasie słynnej powodzi na południu Polski. Wiadomo, ze na wytworzenie przeciwciał potrzeba około 3 do 6 tygodni. Tak więc szczepienie w czasie powodzi tylko pogarszało sta zdrowotny pacjenta, narażając go, gdyby taka sytuacja wystąpiła, na sepię. Ale odpowiednia reklama w prasie i TV zrobiła swoje i ludzie godzinami stali w kolejce do szczepień, co pokazała TV.

Podobnie, pomimo szczepień notujemy, od początku lat 90-tych ubiegłego wieku, nawrót zachorowań na gruźlicę, rzekomo z powodu zakażeń przybyłych do nas z dawnej Rosji. Niestety choroba występuje u ludzi szczepionych. Tak więc albo szczepionka jest nieskuteczna, dlaczego więc wydajemy pieniądze na jej zakup? Albo powinniśmy szukać innej przyczyny np. niedoboru białka z powodu jedzenia kartkowych przydziałów kości w stanie wojennym lat 80-tych, a obecnie tych wszystkich fastfoodów i kiełbas faszerowanych genetycznie modyfikowaną soją.
Podobnie przymusowe szczepienia przeciwko WZW wprowadzono w 8 lat po stwierdzeniu radykalnego spadku zachorowań na tą chorobę. W dodatku szczepi się głównie dzieci, które raczej nie zachorują. Tak samo było z „epidemią” błonnicy w 1993-4 roku, kiedy to chorowały dzieci szczepione równie często jak i nie szczepione.

Należy także zwalczać kolejny absurd przemysłu szczepionkowego o rzekomej konieczności szczepienia całej populacji, bo inaczej może rozwinąć się epidemia. Jeżeli szczepienia są skutecznym sposobem zapobiegania chorobom, to osoby zaszczepione nie powinny zachorować w żadnym przypadku, a te nieszczepione będą sobie same winne. Niestety jak obserwujemy efekty szczepień przeciwko grypie to sytuacja jest odwrotna. Ciężki przebieg grypy obserwuje się dużo częściej u osób szczepionych, aniżeli u nieszczepionych. Podobnie było z zachorowaniami na błonnicę w latach 1993-94.
Nikt również nie wyjaśnia rodzicom, że szczepienie uodparnia na 3-7 lat, więc szczepiąc 6 letnie dziecko spowodujemy, że może ono zachorować w np. 20 roku życia, kiedy to przebieg choroby jest znacznie cięższy. Nikt nie wyjaśnia rodzicom, że naturalne przebycie choroby daje odporność dożywotnią.

WSSE wymagają szczepień przeciwko żółtaczce zakaźnej przed każdą operacją, co każdy chory doświadcza przed każdą operacją, co każdy chory doświadcza osobiście. To znaczy, że WSSE twierdzą, że na salach operacyjnych jest tak brudno, że pacjent może ulec zakażeniu.. tylko dlaczego nikt nie słyszał o wydanym zarządzeniu zamknięcia Sali operacyjnej? Innymi słowy WSSE nie umie udowodnić zakażenia chirurgicznego, ale znalazła uzasadnienie sprzedaży szczepionek. Chociaż wiadomo, że źródłem zakażenia z równym prawdopodobieństwem może być stosunek seksualny albo zakażony pokarm. Dawniejszy podział na tzw. Żółtaczkę pokarmową i wszczepienną od lat jest nieaktualny. O tym wiedzą wszyscy zainteresowani. Ale nie znana jest żadna akcja WSEE zamykająca restauracje, które nie posiadają sterylizatorem do mycia naczyń. Nawet większość szpitali nie posiada takich urządzeń. A szkoły, a przedszkola? Czyli nie szczepienia są problemem ale czystość.

Jak to podał prof. Boyd E. Haley, koszt produkcji jednej szczepionki – ampułki to 2 centy, a koszt sprzedaży to ok. 50 dolarów. Takiego zysku nie maja nawet dilerzy narkotyków, czy tez handlarze bronią. A poza tym sprzedaż szczepionek jest legalnym sposobem okradania ludzi. Najciekawsze jest to, że na Konferencji byli nie tylko naukowcy, ale i rodzice dzieci chorujących na autyzm, ale nie było ani jednego przedstawiciela ekip wprowadzających szczepionki na rynek Polski np. te z Korei powodujące ostatnio potwierdzone zgony dzieci. Nie wspomniano również, że w świetle konstytucji Polskiej masowe tzw. Profilaktyczne szczepienia są nielegalne i sprzeczne z prawem. A podobno mamy prawników konstytucjonalistów?!!!

Dr Jerzy Jaśkowski

Dr n. med. Jerzy Jaśkowski jest naukowcem, od lat zajmującym się szczepieniami. Jest autorem pierwszych prac w Polsce na temat szkodliwości szczepie, publikowanych  w biuletynach Izb Lekarskich już w 1996.

Będąc ostatnio w przychodni byłam przerażona skalą reklamowego ataku na pacjenta szczepieniami, ściany oblepione ogromnymi plakatami, wzywającymi do szczepień pod hasłami “STOP pneumokokom” itp. Reklamy, w których główny nacisk położony jest na straszenie chorobom, na którą rzekomo zbawieńczo podziała odpowiednia szczepionka, do tego akcja tzw szczepionek skojarzonych, które są jeszcze groźniejsze a do tego droższe.
Natomiast nic nie znalazłam na temat powikłań poszczepiennych, jakby wogóle nieistniały, co jest nieprawdą.
Przy okazji byłam świadkiem rozmowy młodej mamy, która żaliła się, że jej dwumiesięczne dziecko nagle zrobiło się strasznie marudne i często płacze odkąd zostało zaszczepione kilka dni wcześniej. W odpowiedzi od słuchaczki otrzymała uspakajające stwierdzenie, że tak to jest po szczepieniach i że to ‘normalna’ reakcja.

Rodzice zastanówcie się, czy chcecie szczepić swoje dzieci i jakim kosztem się to odbywa, oderwijcie oczy od reklam i społecznej propagandy proszczepiennej, która napycha portwele koncernom farmaceutycznym kosztem naszego zdrowia. Pytajcie lekarzy, niech nie zbywają was, że tak trzeba, tylko dlaczego i co z powikłaniami, czy wezmą odpowiedzialność, jeśli się takie pojawią u waszego dziecka.

Skala zagrożenia jest tak duża, że nie można ignorować doniesień o szkodliwości szczepionek.

(Źródło: „Wegetariański świat”, grudzień 2008, autor – dr n. med Jerzy Jaśkowski)

3,184 total views, 1 views today


7 Responses to “Autyzm a szczepienia”

  1. Nie długo będę mamą pierwszego dziecka. Dużo czytam na temat szczepionek i powiem szczerze, że przeraża mnie wizja tych wszystkich szczepień, obecnie dzieci dostają ich tak dużo już w pierwszych dwóch latach życia. Niektórzy moi znajomi nie szczepią swoich dzieciaczków, ale muszą borykać się z problemami jakie robią im lekarze oraz sanepid. I co tu wymyślić…? Mogę szczepić dziecko, ale niestety nikt nie da mi gwarancji, że szczepionka nie zaszkodzi.

  2. Mama dwójki dzieci says:

    Jestem mamą dwójki dzieci córka 3 lata, syn 1 rok. Podawałam dzieciom szczepionki zarówno płatne jak i obowiązkowe i powiem szczerze że bardzo pomagają szczepienia. Syn dwa razy chorował w ciągu roku na zapalenie płuc, wiadomo w szpitalu różne choroby można przy okazji załapać. Moje dziecko dzięki szczepionce na rotawirusy nie załapało “jelitówki” która panowała na całym oddziale. Moja córka również była szczepiona na rotawirusy i przez całe swoje 3 lata nie miała ani razu biegunki itp. Polecam szczepionki a to co sie pisze o szczepieniach nie zależy od rodzaju szczepionek czy ilości szczepień tylko przede wszystkim od organizmu dziecka.A czy szczepionka zaszkodzi czy nie nikt nie wie. Ja wolę dzieci zaszczepić. Jedyne powikłania po szczepieniu jakie wystąpiło u mojego synka to delikatna wysypka na brzuszku a to raczej nie jest groźne. Moim zdaniem szczepionki są koniecze i dają większą gwarancję że dziecko nie zachoruje na jakąś paskudną chorobę niż wtedy gdy dziecka sie nie szczepi. Szczepienie daje przynajmniej swiadomosc tego ze zrobilo sie cos zeby dziecko było zdrowe.

  3. Dorota-mama Zosi says:

    Jak pewnie Pani zauważyła nie mam wyrobionego stanowiska odnosnie szcepionek. Ale podpisuję się pod tym, że to zalezy w głównej mierze od organizmu dziecka, bo inaczej wszystkie szcepone dzieci miały by autyzm. Nie mniej przed wykonaniem każdej szcepionki dziecko powinno być dokładnie przebadane, a nie tylko osłuchane stetoskopem, to troche za mało by wykluczyć ewentualne stany chorobowe.

  4. AM says:

    W odpowiedzi do “mama dwójki dzieci” itp., zapytam: Czy Szanownych Pań “wiedza, czyli wyobrażenia potoczne, codzienny język, swoista uliczna “aparatura poznawcza” mogą konkurować z wiedzą, np. prof. Majewskiej, dr-a Jerzego Jaśkowskiego? Pania Zosie poproszę o artykuły, aby je móc wkleić zatrwozonym rodzicom. Piszę bez poprawek, bo nie “wchodzą”.

  5. Przerażona says:

    Ja od dłuższego czasu dużo czytam na temat szczepień. Jestem w temacie,że tak powiem. Sama jest mamą. Moje dziecko jak do tej pory było szczepione, ale nad kolejnymi szczepieniami poważnie się zastanawiam… głównie chodzi mi o MMR. Na samą myśl o nim trzęsę się jak galareta:( synek mojej koleżanki po szczepieniu przestał chodzić i mówić!! I to ma być normalne???!!! Ona jest załamana, jeździ od lekarza do lekarza. Neurolog powiedział od razu,że to wina szczepionki.Dlaczego nikt nie mówi głośno o tym,że szkodzą???!!!Żaden lekarz nie wspomni o szkodliwości rtęci itd… Wszystko kręci się wokół pieniądza! I jak tu normalnie żyć???! Polecam pewną petycję: http://www.petycje.pl/7000 samą ją poparłam. Żałosny jest jeden komentarz tych “przeciwników”, a mianowicie: ” Dla dobra ogółu czasem coś się poświęca..” Ciekawe czy mówiłby tak gdyby niepożądany odczyn poszczepienny dotknął jego dziecka!:/ oj, długo mogę się rozpisywać na ten temat. Najgorsze,że zwykły człowiek tak mało może zrobić… Ja z pewnością będą odwlekała szczepienia… na wzw b zaszczepię szczepionką bez rtęci (taka jest, ale szkoda ze dopiero niedawno się dowiedziałam…)

  6. ada says:

    moje dziecko zaszczepione w 1 dobiej na wzwb i grużlicę tydzień po wyjściu ze szpitala goraczkowało i miało katar.Przez pierwsze 2 mce kolki ,zielone kupy ,nieprzespane noce.Wydawało się ,ze jest głodne ,że mam za mało tresciwe mleko.Przed kolejnym szczepieniem przeczytałam w necie o ryzyku związanym ze szczepionkami ,o tym ,że rtęć ze szczepionek niszczy enzymy trawiące kazeinę i gluten i stąd kolki u dziecka ,skaza białkowa itd. Zrezygnowaliśmy z dalszych szczepień ,lekarz twierdził że żadnej skazy nie ma ,że krostki które pojawiły się na twarzy to mogą być potówki ,że zielone kupy ma wiele dzieci ,że to norma. Nie uwierzyłam lekarzowi ,zastosowałam restrykcyjną dietę ,całkowicie wyłączyłam prod mleczne ,jaja ,itp i w bardzo krótkim czasie zauważyłam pozywtywne zmiany u dziecka a po miesiącu miałam najpogodniejsze dziecko pod słońcem ,najedzone(moim mlekiem) ,wyspane ,wesołe i tak jest do dzisiaj ,a ma prawie 2 lata. Zero szczepionek ,zero chorób.Całe lato siedziałam z córką w miejskiej piaskownicy z dziećmi z całego miasta i nie było żadnych zakażeń ,żadnych biegunek mimo kg piasku ,które zjadła .Staram się dziecku gotowac z ekologicznych warzyw ,mięso królika ,soki z własnych jabłek ,bo …jesteśmy tym co jemy:) ,więc lepiej unikać wszechobecnego GMO.Nadal nie moze jeść nabiału ,masła ,bo pojawiają się krostki na policzkach (mimo że badania krwi nie wykazało alergii)

  7. do ady says:

    Droga Ado, a pomyślałaś o tym, że Twoje dziecko nie zachorowało dlatego, że inne dzieci są szczepione? To się nazywa zdrowie publiczne. Tylko dlaczego inne dzieci i ich rodzice mają ryzykować, a Ty nie ponosisz żadnego ryzyka, korzystając z tego dobrodziejstwa. A dobrodziejstwa są oczywiste – nie ma ospy prawdziwej, rzadko zdarza się odra, znikomo krztusiec, błonica i tężec, spadek inwazyjnej choroby pneumokokowej o ponad 50%. Pamiętaj, że Ty z tego korzystasz, nawet jak swojego dziecka nie zaszczepisz. Ryzyko musi być wspólne – sprawiedliwość.

Napisz odpowiedź

Musisz być zalogowany by móc komentować.

Copy Protected by Chetan's WP-Copyprotect.